The Sun opisało historię, która zaszła w ciążę mając zaledwie 16 lat. Młoda mama przyznaje, że wszyscy mówili, że “zrujnowała sobie życie”. Ona jednak, mimo młodego wieku, była innego zdania. Wraz z partnerem musieli przejść szybki kurs dojrzewania, ale stanęli na wysokości zadania. A ich miłość była na tyle silna
Urodziłam moją Kasię w wieku szesnastu lat. Ktoś by powiedział: patologia. Ale nie byłam z żadnej patologii. Tak się stało i już. Choć początkowo nie było łatwo, dziś niczego nie żałuję. Gdyby nie moi cudowni rodzice, nie dałabym sobie rady.
Ja urodziłam w wieku 26 lat, dokładniej w dniu porodu miałam 26,5. planowane w wieku 26 lat tak jak autorka. w sumie zaraz po studiach zaszlam w ciaze, moze kilka miesiecy pracowalam
Zaszłam w ciąże.. Cześć dziewczyny. Może jesteście w moim wieku (19-20) lat . Niestety zaszłam w ciąże : ( . Myślicie że jestem puszczalska? (mam jednego chłopaka przez 5 lat). To dopiero nasz 3 stosunek. Co o tym myślicie? Powiedzieć rodzicom ? . Zobacz 15 odpowiedzi na pytanie: Zaszłam w ciąże..
Zamieszczone przez kiara Dzieki:) Wpisalam tak jak radzilas, ale i tak mi sie nie zgadza;) Trudno, niech to pozostanie tajemnica:) Wg. obliczen w ciaze powinnam zajsc w polowie grudnia 2004.,ale: ostatni okres przed ciaza mialam 22.12.2004. i teraz wg zapisow gina: 7 tydz. od zatrzymania miesiaczki, a z usg. 8tyg+3 dni ciazy.
ja zaszlam w ciaze majac 26 lat a urodze w wieku 27 lat.teraz jestem w 24t.c.bede sama wychowywala i troche boje sie ale caly czas mam pozytywne
Lypcz. Witam! Pani objawy świadczą o wejściu w okres okołomenopauzalny. Rozumiem, że współżyje Pani regularnie bez zabezpieczenia, a ciąży nie udaje się uzyskać. Myślę, że należałoby udać się do lekarza ginekologa, by stwierdził na podstawie obrazu USG i badania hormonu FSH, czy dochodzi jeszcze u Pani do owulacji. Przy długotrwałych, dwutygodniowych krwawieniach należałoby również zbadać poziom progesteronu w drugiej fazie cyklu (o ile dochodzi do owulacji) i pomyśleć o jego suplementacji, tak by wytworzyło się endometrium, ułatwiające implantację i utrzymanie zarodka. Należy również pamiętać o pozahormonalnych przyczynach mogących utrudniać czy uniemożliwiać zapłodnienie. Niestety w Pani sytuacji nie ma nawet czasu na dokładną diagnostykę, każdy miesiąc zmniejsza szanse na zdrową ciążę. Musi Pani również pamiętać, że nawet pomijając zmiany hormonalne, w Pani wieku istnieje wielokrotnie większe szansa na poronienia i urodzenie dziecka obciążonego poważnymi wadami genetycznymi niż u młodszej kobiety. Niemniej widuje się ciąże i narodziny zdrowych dzieci kobiet po czterdziestce i tego Pani życzę. Pozdrawiam serdecznie!
fot. Adobe Stock, Kekyalyaynen Kiedy ponad 2 lata temu dowiedziałam się, że zostanę matką, byłam w szoku. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że to możliwe. Tyle lat staraliśmy się o dziecko. Oczywiste więc było, że dla maleństwa zrobię wszystko, co tylko się da, nawet jak ktoś ma inne zdanie. I słusznie. Byłam w 10. tygodniu ciąży Ginekolog wypalił jak z armaty, a ja dosłownie popłakałam się ze szczęścia. Chociaż trzeba przyznać, że byliśmy z Pawłem trochę przestraszeni, bo w naszym wieku – ja mam 43 lata, a mąż 45 – to ludzie już raczej na wnuki się powoli szykują. Ale gdy ochłonęliśmy, ogarnęła nas dzika fala radości. Cieszyliśmy się, że nasze marzenia o rodzicielstwie, choć bardzo późno, wreszcie miały się spełnić. Kilka dni później przekazaliśmy radosną wiadomość naszym najbliższym. Wszyscy byli oczywiście zachwyceni. Gratulowali nam, życzyli szczęśliwego rozwiązania. W największą euforię wpadła jednak teściowa. Od razu zapowiedziała, że urządza z tej okazji uroczysty obiad na naszą cześć i nie ma mowy, żebyśmy odmówili. Trochę mi się nie uśmiechała jazda ponad 200 kilometrów na wieś, do rodzinnego domu Pawła, ale przyjęłam zaproszenie. Nie chciałam sprawiać jej przykrości. Od lat z utęsknieniem czekała na wnuka Nic więc dziwnego, że chciała okazać swoją radość. A u niej wiązało się to zawsze z rodzinnym spotkaniem przy suto zastawionym stole. Teściowa, tak jak się spodziewałam, przyjęła nas iście po królewsku. Przygotowała pyszne potrawy, zaprosiła też mnóstwo gości. Miałam wrażenie, że przy stole siedzą wszyscy dalsi i bliżsi krewni Pawła. Głównym tematem rozmów było oczywiście dziecko, którego się spodziewałam. – No, moja droga, teraz musisz o siebie bardzo dbać. Nie obraź się, ale w twoim wieku pierwsza ciąża to jednak pewne ryzyko – powiedziała w pewnym momencie teściowa. – Nie obrażę się, bo nie ma o co. Sama wiem, ile mam lat. I dlatego w najbliższym czasie zamierzam zrobić badania prenatalne – odparłam z uśmiechem. Byłam pewna, że odpowie uśmiechem i pochwali mnie za odpowiedzialność. Tymczasem ona poczerwieniała. – A po co ci takie badania? – zapytała podniesionym głosem. Goście natychmiast zamilkli i zaczęli przysłuchiwać się naszej rozmowie. – Jak to po co? Po prostu chcę wiedzieć, czy z maleństwem wszystko w porządku… – zaczęłam tłumaczyć. – Akurat! – przerwała mi. – Już ja wiem, po co kobiety je robią! Żeby mieć pretekst do pozbycia się dziecka! Nie chcesz być matką?! – patrzyła na mnie z wściekłością. – Ależ oczywiście, że chcę… – wykrztusiłam zaskoczona atakiem. – W takim razie ani mi się waż iść na te diabelskie badania! W naszej rodzinie kobiety ich nigdy nie robiły i rodziły same zdrowe dzieci. Trzeba wierzyć, że z tobą będzie tak samo! – A jak nie? – nie poddawałam się. – To trudno. Co ma być, to będzie. Każde dziecko, nawet chore, to dar. Trzeba zdać się na łaskę boską i modlić się, żeby wszystko było w porządku, prawda? – zwróciła się do gości. Przytaknęli jej skwapliwie, a potem zarzucili mnie mrożącymi krew w żyłach opowieściami. „Naprawdę chcesz ryzykować? Po co wywoływać wilka z lasu! To nie po bożemu!” – przekrzykiwali się jeden przez drugiego. Po godzinie byłam już tak przerażona, że nie chciałam dłużej tego słuchać. – No dobrze, nie pójdę. Macie rację, co ma być, to będzie – powiedziałam, by zakończyć temat. Goście zamilkli, a teściowa się rozpromieniła. – To właśnie chciałam usłyszeć. Cieszę się, że zmądrzałaś – przytuliła mnie, choć nie miałam ochoty, żeby w ogóle mnie dotykała. Gdy wieczorem odjeżdżaliśmy zapakowała nam do bagażnika mnóstwo jedzenia. – Wszystko świeżutkie, bez żadnej chemii. Musisz teraz dobrze się odżywiać i dużo odpoczywać. To wystarczy, by dziecko było zdrowe. O niczym innym nie myśl. Pamiętaj! – pogroziła mi palcem. Obiecałam, że będę pamiętać. Po powrocie do domu nie mogłam zasnąć Paweł chrapał w najlepsze, a ja biłam się z myślami. Przed wizytą u teściowej byłam przekonana o konieczności zrobienia badań. Chciałam wiedzieć, czy maleństwu nic nie grozi, a jeśli jest chore, co można zrobić, by miało szanse na normalne życie. Po spotkaniu rodzinnym ogarnęły mnie jednak wątpliwości. Może lepiej nie wiedzieć i przyjąć to, co Bóg da? Byłam tak skołowana, że aż zadzwoniłam do swojej najlepszej przyjaciółki, Dagmary. Gdy usłyszała, w czym rzecz, natychmiast na mnie napadła. – Pamiętasz, co sobie obiecałaś, gdy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży, idiotko?! – krzyknęła. – Że będę odpowiedzialną i rozsądną matką – wykrztusiłam. – No właśnie! To kwestia odpowiedzialności! Jesteś w grupie ryzyka, więc powinnaś skorzystać z możliwości, jakie daje współczesna medycyna. Kto wie, może dzięki temu uratujesz swojemu dziecku życie? – ciągnęła. Później zapytałam ją, czy mówiąc to, miała jakieś złe przeczucia związane z moim maleństwem. Zaprzeczyła. Przyznała, że to był tylko kolejny argument, który miał przekonać mnie do badań. I – trzeba przyznać – przekonał. Na szczęście. Badania zrobiłam tydzień później, w prywatnej klinice Nie powiedziałam o tym nawet mężowi. Po rodzinnym spotkaniu Paweł uznał, że ostatecznie z nich zrezygnowałam i wolałam, żeby na razie tak zostało. Nie chciałam kolejnych wątpliwości i pytań w stylu: a może jednak mama i kuzyni mają rację? Usłyszałam, że jak będą wyniki, to ktoś zadzwoni. Telefon odezwał się po 2 tygodniach. Szłam do kliniki w świetnym humorze, bo poranne mdłości wreszcie się skończyły. Byłam pewna, że to będzie krótka wizyta. Lekarz z uśmiechem oświadczy, że płód nie ma żadnych wad. Po wejściu do gabinetu od razu zorientowałam się, że coś jest nie tak. Lekarz wcale się nie uśmiechał. Wpatrywał się z poważną miną w leżące przed nim papiery. Wreszcie podniósł wzrok. – Mam dla pani dwie wiadomości: dobrą i złą. Od której mam zacząć? – zapytał. – Niech pan sam wybierze – wykrztusiłam z wielkim trudem. – W takim razie zacznę od tej gorszej. Podejrzewam, że pani synek – bo to chłopiec – ma wadę serca… – powiedział. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Czyżby ostrzeżenia teściowej i kuzynów Pawła okazały się prawdziwe? – To niemożliwe! Niech pan powie, że to nieprawda! – 100-procentowej pewności pani dać nie mogę, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie żył i będzie zdrowy… I to jest ta dobra wiadomość – dotarł do mnie jego głos. Natychmiast wstąpiła we mnie nadzieja. – Naprawdę? Ale jak? Jakim cudem? – Bo jeszcze przed jego narodzinami lekarze będą obserwować i wiedzieć, z czym mają do czynienia. I odpowiednio się do tego przygotują – uśmiechnął się. Nie pamiętam, czy o coś jeszcze pytałam, zanim wyszłam z gabinetu. Wiem tylko, że w pewnym momencie znalazłam się w parku otaczającym klinikę. Usiadłam na najbliższej ławce i próbowałam zebrać myśli. Moje dziecko jest chore? Ale może być zdrowe? Dzięki temu, że zrobiłam badania? Czyli jednak postąpiłam słusznie? Targało mną tyle uczuć, że nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Nie zastanawiając się, zadzwoniłam do męża. – Musisz po mnie przyjechać – wykrztusiłam i podałam mu adres kliniki. – O Boże, a co ty tam robisz? Coś się stało z naszym dzieckiem? Kasiu, mów! – miał przerażony głos. – Nie, wszystko dobrze… To znaczy niedobrze, bo ma wadę serca. Ale lekarz mówi, że będzie dobrze… Zresztą powiem ci wszystko, jak się pojawisz… Teraz nie mam siły – rozłączyłam się. Paweł utknął w korku, więc przyjechał dopiero po godzinie. Zdążyłam nieco ochłonąć. Kiedy usiadł obok mnie na ławce, byłam już gotowa do rozmowy. Opowiedziałam mu o badaniach i o tym, co usłyszałam od lekarza. Był trochę zły, że poszłam do kliniki w tajemnicy, ale zaraz potem przyznał, lekko zawstydzony, że gdybym mu powiedziała o swoich planach, toby protestował jak matka i ci wszyscy kuzyni i kuzynki. – Te ich ostrzeżenia podziałały mi na wyobraźnię. Zaraz zadzwonię do matki! Niech wie, jak się pomyliła! – złapał za telefon. – Ani mi się waż! Powiemy jej, jak już wszystko dobrze się skończy. Na razie gwarancji nie ma. Nie chcę, żeby potem mówiła, że to kara za badania – zbierało mi się na płacz. Mąż mocno mnie przytulił. – Nie powiem ani słowa. Przysięgam. A o naszego syna się nie martw. Będzie walczył. To moja krew – wypiął dumnie pierś. Nie wiem dlaczego, ale ogarnął mnie wtedy dziwny spokój. Zaczęłam wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Przez następne tygodnie byłam pod stałą kontrolą W państwowym szpitalu, bo na prywatną klinikę nie było nas stać. Diagnoza była już jednak postawiona. Zrobiono mi kolejne badania, które pozwoliły bardzo dokładnie określić, jaką wadę ma moje dziecko. I dzięki odpowiednim lekom utrzymywać go przy życiu do czasu rozwiązania. Kiedy synek przyszedł na świat przez cesarskie cięcie, na sali obok czekał już zespół specjalistów, którzy zajęli się jego chorym serduszkiem. Operacja trwała 3 godziny i zakończyła się sukcesem. – Gratuluję rozsądku i odpowiedzialności. Gdyby nie szczegółowe badania, państwa synka nie byłoby pewnie z nami. Nie przeżyłby naturalnego porodu – powiedział mi jeden z chirurgów. A ja pomyślałam, że jak już wyjdę ze szpitala, to natychmiast pojadę do Dagmary. Podziękować jej za to, że przemówiła mi do rozumu i rozwiała wątpliwości. Jasio, bo tak daliśmy na imię synkowi, spędził w szpitalu 4 tygodnie. Ale już 3. dnia po operacji było wiadomo, że przeżyje i co najważniejsze, będzie zupełnie zdrowy. Pozwoliłam wtedy zadzwonić Pawłowi do matki. Nastawił telefon na głośnik, żebym wszystko słyszała. – Cześć, mamo! Gratuluję! Masz pięknego wnuka! Uważaj, zaraz wyślę ci zdjęcie! – zakrzyknął radośnie. – Naprawdę? To wspaniale! Kiedy się urodził? Przed chwilą? – aż piała. – 3 dni temu – odparł Paweł. – Co? To dlaczego dzwonisz dzisiaj? – Bo Jasio miał operację serca. Czekaliśmy na wynik. Ale nie martw się, wszystko jest już dobrze. I to tylko dlatego, że Agnieszka cię nie posłuchała. – Operację? Jaką operację? I w jakiej sprawie nie posłuchała mnie twoja żona? Nic nie rozumiem… – W sprawie badań prenatalnych. Pamiętasz, byłaś przeciwna. Podobnie zresztą jak reszta naszej rodziny. – No tak, rzeczywiście byłam przeciwna. I nadal jestem. Uważam, że to nikomu do niczego niepotrzebne. – Tak? To wiedz, że właśnie dzięki tym badaniom będziesz się szykować na chrzciny, a nie pogrzeb wnuka – krzyknął trochę zniecierpliwiony. A potem opowiedział całą historię leczenia Jasia Teściowa, zazwyczaj bardzo gadatliwa, milczała. Odezwała się dopiero, gdy mąż skończył. – Wiesz co, synu? Dobrą sobie kobietę na żonę wybrałeś – zawiesiła głos. – Tak? A dlaczego tak uważasz? – dopytywał się Paweł. – A bo ma własne zdanie. I nie słucha starej, głupiej teściowej, której wydaje się, że wszystkie rozumy zjadła – wykrztusiła i się rozpłakała ze wzruszenia. Gdy to usłyszałam, nie wytrzymałam i się roześmiałam, a zaraz potem też płakałam… ze szczęścia. Po raz pierwszy w życiu usłyszałam, jak matka Pawła przyznaje się do błędu. Podejrzewam, że on też. Od tamtej pory minął już ponad rok. Jaś jest zdrowym i bardzo ruchliwym dzieckiem. Po operacji została mu tylko blizna na piersi. Jestem na urlopie wychowawczym, więc często jeżdżę z nim do teściowej na kilka dni. Uwielbia te nasze wizyty. Choć ma już prawie 70. na karku, swoim zwyczajem wita nas wystawnym obiadem, a potem chętnie zajmuje się wnukiem. Czasem mam wrażenie, że ma do niego więcej cierpliwości niż ja. Kiedy ostatnio zapytałam, skąd bierze tę całą energię i siłę do malucha, spojrzała na mnie zdziwiona. – Jak to skąd? Z radości! Tyle lat czekałam na wnuka… Jestem szczęśliwa, że go wreszcie mam. Dzięki tobie… Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
Ciąża po 45 roku życia – czy to możliwe? Za wiekiem często idzie: dojrzałość, stabilizacja materialna, również wykształcenie i wypracowana pozycja zawodowa, pozwalająca cieszyć się nową rolą, miast poświęcać robieniu kariery. Dojrzałe mamy są – z reguły – w stanie wejść w nową rolę wolne od zobowiązań ciążących na ich młodszych koleżankach. Doświadczenie dojrzałych mam pozwala im dokonywać słusznych wyborów i podejmować mądre decyzje odnośnie wychowania potomstwa. Częściej też decydują się na karmienie piersią i przykładają większą wagę do kwestii żywienia dzieci. Można też domniemywać, że związki dojrzałych osób są zwykle dość stabilne, co na pewno ma realne szanse wpływać pozytywnie na dobrostan i wychowanie potomstwa. Pomimo tych wszystkich zalet „późnej” ciąży, należy pamiętać, że wraz z rosnącym wiekiem kobiety, maleją jej zdolności rozrodcze, gdyż stopniowo wygasza się praca jajników i maleje ilość pęcherzyków Graafa w jajnikach, a wzrasta prawdopodobieństwo powikłań ze strony matki i płodu. To, kiedy kobieta przestanie być płodna jest kwestią bardzo indywidualną, zależną od wielu składowych, jak choćby: genów, stylu życia, stosowanych diet i używek, czy miejsca, w którym żyje. Wiek biologicznej aktywności hormonalnej kobiet wciąż się wydłuża, a ciąże po czterdziestce nie są wyzwaniem z punktu widzenia medycyny już od dłuższego czasu. Jednak, choć zajście w ciążę w, czy po 45. roku życia jest możliwe, może okazać się dużo trudniejsze, niż w przypadku kobiet młodszych. Również według statystyk – prawdopodobieństwo zajścia w ciążę (przy użyciu własnych jajeczek) u czterdziestoletnich kobiet, u których leczona była niepłodność, wynosi 25 proc., u kobiet 43-letnich sięga ono 10 proc., natomiast szansa na zajście w ciążę w przypadku 44 lat to tylko 1,6 proc. Specjaliści tłumaczą powyższe coraz mniejszą liczbą jajeczek. Dla porównania – dziewczęta będące w fazie pokwitania mają zwykle 300 000 – 400 000 jajeczek, natomiast kobiety w wieku 37 lat – dysponują ilością 25 000. W grupie kobiet 40-letnich, którym udało się zajść w ciążę odsetek poronień wynosi 24 proc,, wśród 43-latek – wzrasta do 38 proc., a w przypadku 44 latek sięga aż 54 proc. Po 45. roku życia zajście w ciążę za pomocą własnego jajeczka jest w wielu przypadkach niemożliwe. Ciąża po 45 roku życia – jakie są objawy? Statystycznie – menopauza, w przypadku Polek, przypada na 50. rok życia, ale – uwaga! – niektóre objawy będące zwiastunami przekwitania, mogą być jednocześnie objawami ciąży. W obydwu stanach możliwe są: zanik menstruacji, plamienia, bolesność piersi, zmęczenie i rozkojarzenie oraz wahania nastroju, czy bóle głowy. W razie wątpliwości należy wykonać test ciążowy oraz oznaczenie poziomu hormonów, które powinien omówić z pacjentką lekarz. Polecamy Ciąża w pigułce - czego możesz się spodziewać? Badania i suplementacja Planujesz ciążę? A może już małe serduszko bije w Tobie? Ten artykuł jest dla Ciebie! Podpowiadamy, co zrobić, by wszystko przebiegło pomyślnie, a oczekiwanie na dziecko było najpiękniejszym projektem Twojego życia. Czytaj → Ciąża po 45 roku życia – zagrożenia Zacznijmy od tego, że każda ciąża, u ciężarnej w każdym wieku może nieść ze sobą jakieś powikłania. I choć przypadki późnych ciąż obarczone są większym ryzykiem, a lista dolegliwości i schorzeń jest dużo dłuższa, niż w przypadku kobiet w optymalnym wieku rozrodczym (od 22 do 28. roku życia) – należy pamiętać, że odsetek powikłań jest stosunkowo dość niski. Późne ciąże zagrożone są poronieniami i powikłaniami ciążowymi w postaci: cukrzycy, nadciśnienia tętniczego i komplikacji okołoporodowych. Z wiekiem rodzącej, szczególnie pierwiastki, rośnie również prawdopodobieństwo CC. Powyżej 45. roku życia organizm ciężej znosi ciążę, a co za tym idzie – częściej diagnozowane są stany zaburzeń rozwoju płodu wynikające z gorszego funkcjonowania łożyska (dot. choćby dojrzałości, niskiej wagi urodzeniowej, wcześniactwa). U ciężarnych częściej występują też problemy zdrowotne (typu – choroby tarczycy) nie tyle wynikające z samej ciąży, co ją komplikujące. Rośnie również ryzyko wad wrodzonych u płodu, głównie będących wynikiem aberracji chromosomalnych (najczęściej trisomii 21. pary chromosomów, odpowiedzialnej w 90 proc. za zespół Downa). Już u kobiet powyżej 35, 37. roku życia wzrasta ryzyko urodzenia dziecka z wadami genetycznymi (min. zespołem Downa), u matek ponad czterdziestoletnich to ryzyko wynosi 1 do 82, a w przypadku 45. letnich wzrasta znacznie i wynosi 1 do 30. Pomimo powyżej wymienionego ryzyka związanego z późną ciążą, często zdarza się, że dojrzałe mamy cieszą się dobrostanem w czasie ciąży i rodzą potomstwo bez komplikacji. Menopauza a ciąża Choć w Polsce ciąże po 45. roku życia to wciąż nieznaczna część ciąż ogółem, to jednak – z roku na rok – jest ich coraz więcej. W dużej mierze są one efektem in vitro, ale część z nich okazuje się być nieplanowanych i zupełnie niespodziewanych. Według statystyk – prawdopodobieństwo zajścia w ciążę po 50. roku życia wynosi 1-3 proc. Szacując ryzyko ciąży w wieku 45. lat, czy jeszcze później, należy pamiętać, że organizm każdej kobiety inaczej przygotowuje się do przekwitania, a klimakterium jest procesem kilkuletnim, w czasie którego dochodzi do wielu zmian, wahań i może przebiegać zupełnie różnie, choćby pod względem: różnorodności, natężenia i czasu występowania objawów. A zatem zajście w ciążę po 45. roku życia jest jak najbardziej prawdopodobne. O menopauzie mówimy wtedy, gdy mamy do czynienia z długo utrzymującym się spadkiem hormonów (estrogenów i progesteronu), a miesiączka nie pojawia się przez kolejne 12 miesięcy (według WHO). Przy zaburzonym, nieregularnym cyklu miesiączkowym i wahaniach hormonalnych zapłodnienie jest możliwe, szczególnie, że trudna okazuje się być kontrola nad płodnością w tym czasie. Stąd przypadki ciężarnych, które weszły w fazę przed menopauzą, czy jej początki. Do zapłodnienia może dojść zwłaszcza, kiedy kobieta jest aktywna seksualnie, a jednocześnie nie stosuje antykoncepcji, sądząc, że długie pauzy pomiędzy krwawieniami są oznaką ustania płodności. Wykonanie badań krwi pozwala na kontrolę poziomu hormonów (jeśli wartość hormonu FSH przekracza 30mIU/ml, to oznaka, że nie dochodzi do owulacji) i daje wiedzę na temat możliwości zajścia w ciążę, czy cykli bezowulacyjnych. Jednoznacznej odpowiedzi w tej kwestii może udzielić jedynie lekarz ginekolog. Źródła: Jonderko G., (red.), Podręczna encyklopedia zdrowia, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2002, ss. 538-540, ISBN 978-83-7506-075-1. 3)
Według Baby Center, szansa na poczęcie w wieku 46 lat w porównaniu ze średnią roczną liczbą ciąż na cykl wynosi mniej niż 5 procent. Ta niewielka szansa na płodność nie dotyczy tylko liczby jaj, które kobieta ma, ale także z powodu jaj uwolnionych przez jajniki w tym wieku, prawdopodobnie ma anomalie chromosomalne. Baby Center twierdzi, że prawdopodobieństwo poczęcia po 44. roku życia jest bardzo minimalne, ale stosowanie terapii płodności, jaj dawcy lub zamrożonych jaj zwiększa szanse poczęcia. Używanie jaj dawcy jaja oznacza, że poronienie i problemy chromosomalne tej grupy wiekowej są stosowane do kobiety niosącej dziecko. Rodzicielstwo twierdzi, że odsetek kobiet w wieku 45 do 49, które mają dzieci, wynosi 0,03, a posiadanie dziecka w tym wieku jest trudniejsze ze względu na obciążenie serca i dodatkowe obciążenie powodujące obciążenie starszych mięśni i stawów. Ponad połowa ciąż kobiet po 45. roku życia zakończyła się poronieniem. Po ukończeniu 45 lat szansa na poród niemowlęcia z zespołem Downa wzrasta do 1 na 30, a istnieje 1 na 21 szansa na dziecko z nieprawidłowością chromosomową.
Mam 53 lata i 28-letniego upośledzonego syna i cały czas panicznie boję się ciąży. Jestem osobą głęboko wierzącą i nie chcę stosować antykoncepcji. Bardzo chcę się kochać z mężem. Miesiączkuję co 2 miesiące od ok. pół roku. Lekarz zlecił mi wykonanie tylko FSH, pierwszy wynik - 46,30. Zrobiłam ten test w połowie kwietnia, a 8 czerwca zrobiłam ponowny i wyszło tylko 7,41. Zaraz po tym teście poszłam znowu do lekarza, który w 60. dniu bez okresu stwierdził rozwarcie szyjki macicy i środek cyklu. Zlecił FSH i LH. Dwa dni po wizycie dostałam okres i w 3 dniu po okresie (trwał tydzień) zrobiłam badania: FSH - 8,32, a LH - 4,72. Jestem 5 dni po okresie, mam przezroczysty śluz, zaczęłam mierzyć temperaturę, na razie 36,1. Czy ja jeszcze mogę zajść w ciążę? Dwa miesiące temu wystąpiły u mnie objawy menopauzy, tj. uderzenia gorąca, suchość pochwy, całkowity zanik libido. Po zastosowaniu Remifeminu już po 2 tygodniach ustąpiły uderzenia i ogólnie czuję się dobrze. Wyniki badań hormonalnych powinny być wykonane 3. dnia cyklu, a nie 3. dnia po miesiączce. Tym niemniej podane przez panią wartości hormonów (do 10 mIU/ml) nie są typowe dla menopauzy. Z uwagi na pani wiek i starzenie się komórek jajowych szansa na ciążę jest prawie zerowa. Radzę jednak, na wszelki wypadek, zastosować metodę Billingsa (ocenę śluzu szyjkowego). Pamiętaj, że odpowiedź naszego eksperta ma charakter informacyjny i nie zastąpi wizyty u lekarza. Inne porady tego eksperta
zaszlam w ciaze w wieku 45 lat