To one teraz są na topie sprzedaży i szczerze mówiąc, sam nie wiem dlaczego. Zwykle bardziej popularne były zagadnienia techniczne, a obecnie jednak przed szereg wyszły kursy ekonomiczne.
Microsoft zainstaluje ci nowego Windowsa. Nie masz nic do gadania. Windows 11 w swojej oryginalnej wersji zaczyna być, w pojmowaniu Microsoftu, starym systemem operacyjnym. Niedługo zakończy się jego obsługa serwisowa, a aktualizacja do systemu Windows 11 22H2 przestanie być opcjonalna. Windows 10 wprowadził nowe pojęcie do świata
Kiedyś były czasy, a dziś nie ma już czasów. Teraz to wszyscy ci millenialsi i inni zoomerzy w jakiś h&mach czy innych zarach mogą przebierać wybierać w
Kiedyś były takie rzeczy i gadżety, których dzisiejsza młodzież nie zna. Lata 80. i 90. dla wielu to piękne czasy, do których wraca się z sentymentem. Z jednej strony powraca moda na
Turbo pracowało zarówno w silniku 2.0, jak i 2.6. Tylnonapędowy Starion miał sporą konkurencję, i to przede wszystkim ze strony innych firm japońskich. Toyota Supra, Mazda RX-7, Subaru XT, Nissany ze znaczkiem „Z”, może jeszcze Honda Prelude… kiedyś to były czasy. Teraz już nie ma czasów.
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 299,00 zł. 249,00 zł. 299,00 zł. Materiał oryginalny: Dawnych wczasów wspomnień czar, czyli wypoczynek w PRL-u - Dziennik Łódzki. „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”. . W czasach PRL-u marzeniem były wczasy w Krynicy czy kolonie nad morzem. Dziś to historia.
GCub8. Kręgi Taneczne wybudowano już w początkach Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, to znaczy we wczesnych latach 50. XX wieku. Były częścią terenów festynowych, czyli utworzonego na terenie dawnej Doliny Szwajcarskiej zalążka WPKiW. Przypomnijmy. Na terenach festynowych, określanych też "miniaturą przyszłego Parku", prócz kręgów tanecznych przewidziano teren sportu popularnego, rejon dziecięcy, altany oraz kioski. Podstawę bazy gastronomicznej stanowiła w pierwszych latach Gospoda Parkowa. Kręgi taneczne były miejscem popularnych (i głośnych) potańcówek. Niejako nawiązywało to do przedparkowej jeszcze tradycji Doliny Szwajcarskiej. Gospodę Parkową przezywano nawet "tancbudą". Ale też, głównie w dni wolne, a zwłaszcza święta takie jak 1 Maja czy 22 Lipca, odbywały się tam koncerty - od górniczych orkiestr i muzyki rozrywkowej, aż po muzykę poważną. Charakterystycznymi elementami Kręgów Tanecznych są ustawione przy nich rzeźby, przedstawiające tańce. To Trojak, Kujawiak, Mazur i Krakowiak. Dwie pierwsze znajdują się przy Dużym Kręgu, pozostałe przy Małych. Wszystkie cztery ustawiono 1 maja 1953 roku. O wyborze lokalizacji terenów festynowych zdecydowało to, że w rejonie Doliny Szwajcarskiej istniał dość rozwinięty drzewostan. Jednak i tam okazałe drzewa rosły stosunkowo rzadko. Rzuca się to w oczy na zdjęciach z tamtych lat i - jak zobaczycie w naszej galerii, silnie kontrastuje z bogactwem zieleni, jakim szczyci się dziś Park Śląski. Jak się przekonacie, okazałe drzewa i bujne krzewy wybujałe w ciągu około 70 lat, wygląd kilku miejsc zmieniły wręcz nie do poznania Na niektórych fotografiach można domyślać się, że widoczne na nich duże drzewa są młodziutkimi drzewami, jakie widzimy na fotografiach z lat 50. Ale też szukając właściwego miejsca do wykonania jednego ze zdjęć, natknąłem się na pieniek dawno ściętego, dorosłego drzewa. Na fotografii archiwalnej nie ma go jeszcze wcale, nawet jako młodego pędu. Drzewostan Parku Śląskiego liczy już kilka pokoleń.
Dodaj mema Dodaj gotowego mema Zaproponuj swojego mema Generuj mema Generuj swojego mema z podpisem Przewijaj memy palcem w lewo #humor #zima Wrzuć na: Dalej Poświęcenie dla mody wrzuć na FB15 Tak wrzuć na FB14 Dieta cud wrzuć na FB29 Kim jest potencjalny chłopak? wrzuć na FB28 Ślizgawica wrzuć na FB25 Choinka i dziewczyna wrzuć na FB24 Perfekcja wrzuć na FB23 Zandberg wrzuć na FB22 Losuj Główna
Każdy z nas, młodych ludzi setki razy słyszał od rodziców, czy dziadków ten właśnie zwrot. Lubię słuchać opowiadań moich babć i dziadka o tym, jak było za ich młodości, ale czy naprawdę wszystko było lepsze niż teraz? Wiele spraw się zmieniło, ale czy wszystko naprawdę wcześniej było lepsze tak, jak mówią starsze pokolenia. Edukacja Oczywistym jest, że szkolnictwo w naszych czasach jest łatwo dostępne dla wszystkich, wystarczą chęci i można wspinać po szczeblach edukacji. Niestety w czasach naszych babć, szczególnie na wsi, edukacja była czymś drugorzędnym. Kiedy zapytałam babcię, jak to było, gdy ona się uczyła, powiedziała, że studia to było miejsce dla miastowych dzieciaków z bogatszych rodzin. „Na wsi o studiach mógł myśleć ktoś, kto miał dużo morgów pola (majątku), jeśli ktoś był biedniejszy o wyższym szkolnictwie mógł tylko pomarzyć”. Dziś ja, mimo że mieszkam na wsi, a moja rodzina nie ma hektarów pól uprawnych, czy wielkiego gospodarstwa, mogę chodzić do liceum, a myśl o studiach, jest planem, a nie marzeniem niemożliwym do spełnienia. Medycyna Na sprawdzianach z historii czy geografii na pytanie, „co było przyczyną dużej śmiertelności kilkadziesiąt lat wstecz?” pierwszą odpowiedzią jest: słabo rozwinięta medycyna. Mimo tego, że w Polsce na wizytę u specjalistów trzeba czekać nieraz wiele miesięcy, nie możemy narzekać. Kiedyś lekarstwa były drogie, wizyty u lekarzy trudno dostępne, a wiele chorób nieuleczalnych. Dzisiaj też mamy choroby, z którymi trzeba się zmagać całe życie lub przez nie umrzeć, ale jest ich o wiele mniej. Choroby, które dawniej „zbierały żniwa” na całym świecie dziś są tylko wspomnieniem. W dzisiejszych czasach nawet epidemie nowych chorób są szybko niwelowane. Nie zabierają tak dużej części populacji jak dawniej. Technologia Telewizja, komputery, telefony komórkowe czy Internet codziennie stają się coraz lepsze, co jest zarazem dobre, ale też i złe. Sprzęty elektroniczne są coraz wygodniejsze, bardziej wszechstronne, ale czy też nie bardziej uzależniające? Nie wyobrażam sobie dnia, bez słuchania muzyki z telefonu w drodze do szkoły, czy sms-owego i „fejsbuczkowego” kontaktu ze znajomymi. Nawet teraz, kiedy piszę, korzystam z udogodnienia, którym jest komputer i słucham muzyki puszczonej z Internetu. Jednak gdy rodzice byli w moim wieku, takie rzeczy do niczego nie były nikomu potrzebne. Jeśli chodzi o technologie, czasy zmieniają się z roku na rok. W moim domu pierwszy telefon komórkowy pojawił się, gdy byłam w 3 klasie podstawówki, mój tata dostał go od swojego brata. Telefon był wykorzystywany, ale niekoniecznie potrzebny. Zawsze, kiedy przejeżdżamy obok miejsca, gdzie mieszkał mój tata, gdy był mały, opowiada mi, gdzie bawił się w chowanego, gdzie zjeżdżał na sankach, czy jak to na Stawie Browarnym jeździł na łyżwach. Mimo, że od czasu, kiedy byłam małą dziewczynką, minęło niewiele, dzieci bardzo się zmieniły. Kiedy odwiedzam moją starą szkołę, coraz częściej widzę młode osoby z telefonami w ręce. Moja babcia często powtarza, że ona już nie może patrzeć na to, ile czasu traci się na tak zbędne rzeczy. Przyznajmy sobie szczerze, oglądanie filmików z kotami w Internecie jest zbędne w naszym życiu. Czy skoro nasi rodzice potrafili przeżyć o jednej bajce dziennie, którą była wieczorynka, my naprawdę potrzebujemy ciągle oglądać powtórki jakichś programów w telewizji? Czy skoro nasi dziadkowie radzili sobie bez komputerów i Internetu, my też nie możemy? Popatrzmy prawdzie w oczy, jedne sprzęty elektroniczne przyzwyczają nas do wygody, „skracają wykonywane czynności”, bądź wykonują je za nas, ale zaoszczędzony czas odbierają nam inne nowinki techniczne. Ludzie nie potrafiliby się tak szybko odzwyczaić od technologii, która jest wokół nas, ale czy nie warto więcej czasu poświęcać ludziom, tak, jak to było dawniej. Życie ludzi Życie na wsi, które przeżywam ja, jest kompletnie inne niż życie mojej babci w wieku nastoletnim. Nie mam jakichś szczególnych obowiązków, jeśli chodzi o pracę na podwórku, na naszej działce sieje się coraz mniej warzyw, za mojego życia nie hodowaliśmy żadnych zwierząt. Jednak za czasów naszych babć było to nie do przyjęcia, moja babcia opowiada, że gdy była młoda, musiała jeździć w pole, opiekować się młodszą siostrą, zajmować domem, a nie tak, jak ja teraz „tylko się szwendam po tym domu”. Teraz my, młodzi ludzie, narzekamy, gdy rodzice każą nam coś zrobić, ale spójrzmy prawdzie w oczy, w porównaniu do naszych babć czy dziadków, mamy naprawdę niewiele obowiązków. Podobnie jest z przemieszczaniem się, samochody, autobusy, pociągi, dawniej było o wiele mniej aut, więc ludzie więcej chodzili piechotą. Moja babcia zawsze, gdy jedziemy do jej rodzinnego domu powtarza, że ona to dawniej do Rzeszowa ze swojej wsi na nogach chodziła, gdy potrzebowała czegoś z miasta. Teraz ludzie narzekają, gdy zaparkują gdzieś dalej od miejsca docelowego. Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do wygody, jeżdżenia wszędzie autami, czy innymi środkami transportu. Wszystko się zmienia, my nie możemy tego zatrzymać, możemy jedynie nie poddawać się do końca technologii i wygodzie, żeby nie skończyć, jak ludzie w bajce „Wall-e”. Kiedyś może moje wnuki będą się zastanawiać, jak to było w moich czasach, tak, jak my teraz możemy sobie jedynie wyobrazić życie naszych dziadków. Czas płynie, życie się zmienia, ludzie przemijają, ale nie zapominajmy, że gdyby nie to, co wydarzyło się kiedyś, teraz nie mielibyśmy tego, co nas otacza, a to, co wynajdujemy teraz, zmienia przyszłość.
W tym roku dwudziesty siódmy krzyżyk – czy to już starość? Ktoś powie, że tak, inny, że nie, chociaż ja sam mam do tego dość ambiwalentny stosunek. Niemniej widzę sam po sobie, że im jestem starszy, tym coraz mniej potrafię się ekscytować. Tak jak kiedyś nie ekscytują mnie już na przykład Majory, chociaż jeszcze kilka […] W tym roku dwudziesty siódmy krzyżyk – czy to już starość? Ktoś powie, że tak, inny, że nie, chociaż ja sam mam do tego dość ambiwalentny stosunek. Niemniej widzę sam po sobie, że im jestem starszy, tym coraz mniej potrafię się ekscytować. Tak jak kiedyś nie ekscytują mnie już na przykład Majory, chociaż jeszcze kilka lat temu na każdą taką imprezę czekałem z wypiekami na twarzy. Powtórzę więc pytanie – czy to już starość? Cóż, ja sam wolę myśleć, że to raczej zmęczenie materiału, spowodowane różnorakimi czynnikami, nad którymi chciałbym się tutaj pochylić. Nie zabraknie oczywiście porównań do innych bijących rekordy popularności gier, które wyraźnie zobrazowały w jaki sposób utrzymywać ciągły hype związany z najważniejszymi turniejami na scenie. Zacznijmy może od… nudy. Kiedyś pojedynki, takie jak np. Astralis z Teamem Liquid czy też MIBR z FaZe Clanem budziłyby o wiele większe zainteresowanie, bo byłyby czymś wyjątkowym. W dzisiejszych czasach natomiast, gdy niemalże każdego tygodnia odbywa się jakiś międzynarodowy lan, spotkania takie nie są już żadnym świętem. To po prostu kolejna odsłona tej samej rywalizacji, która najczęściej przywodzi do głowy myśl „znowu”, a nie „nareszcie”. No bo ile można emocjonować się występami tych samych zawodników – magii w tym za grosz, bo co z tego, że w półfinale Majora drużyna x podejmie zespół y, skoro ich starcie na przestrzeni minionego miesiąca widziałeś już trzykrotnie? W League of Legends o czymś takim nie ma mowy, bo tam rywalizacja przez większą część roku toczy się tylko w obrębie danego kontynentu, więc mecze takiego G2 Esports z Royal Never Give Up uświadczymy co najwyżej na Worldsach lub Mid-Season Invitational. Ergo najlepsi mierzą się ze sobą tylko na tych naprawdę najważniejszych turniejach, będących podsumowaniem całego półrocza. A wszystko dlatego, że Riot ma pełną kontrolę nad organizowanymi w swojej grze imprezami, czego akurat o Valve w przypadku CS:GO powiedzieć nie można. Bo tutaj doprowadzono do sytuacji, w której każde kolejne zawody próbują być kolejnym Majorem, fundując nam atrakcyjną otoczkę czy też najmocniejsze drużyny, ale przez to wszystko właściwy Major nie zachwyca już tak bardzo. Miałoby to wszystko może sens, gdyby wzorem Doty występy na tych eventach miały związek z późniejszym awansem na CS:GO Major Championship, gwarantując coś z gatunku swoistego odpowiednika punktów Dota Pro Circuit. Wtedy ten cały natłok zmagań związany byłby bezpośrednio z tym najważniejszym turniejem, nie stanowiąc odrębnego, niepowiązanego i odciągającego od głównego dania produktu. A tak odnoszę wrażenie, że podejście „każdy sam sobie rzepkę skrobie” paradoksalnie nie pomaga nikomu i bardziej zniechęca do oglądania kolejnych potyczek. Major nie przyciąga już nawet pulą nagród, bo milion dolarów w kontekście najważniejszej imprezy na scenie brzmi śmiesznie, a może nawet tragikomicznie. Może nie wspominajmy już o Docie, bo jeśli przypomnimy, że podczas ostatniego The International w sumie można było wygrać 25,5 miliona dolarów, to niektórym może zrobić się naprawdę słabo. Ale już na wspomnianych Worldsach było to 6,5 miliona – nawet jeśli założymy, że w trakcie roku mamy dwa Majory, które składają się na dwa miliony dolarów, to i tak wychodzi nam kwota ponad trzykrotnie niższa od tej w LoL-u. Zresztą nie ma co szukać na obcych podwórkach. Światowe finały WESG 2017 – 1,5 miliona dolarów. ELEAGUE CS:GO Premier 2018 – milion dolarów. Finały ESL Pro League Season 8 – 750 tysięcy dolarów. Tak, tak, mili państwo, organizowane przez Valve zawody wcale nie rozbudzają wyobraźni ogromem pieniędzy, jakie można zarobić. Ba, włodarze z Chin w minionych latach przebili nawet próg miliona, chociaż na ich zawodach grywają potęgi z takich krajów, jak Tajlandia czy Algieria. W moim wypadku to na pewno po części także obecna pozycja polski na światowym podwórku. Podczas niedawnego wywiadu dla Cybersportu (który zresztą polecam, bo mój) Piotr „izak” Skowyrski mówił o efekcie Małysza i być może podobne jest w tym wypadku. Gdyby nie sukcesy Roberta Kubicy, Formuła 1 nie byłaby transmitowana w przeszłości w telewizji naziemnej w naszym kraju, gdyby nie obecne wyniki naszej kadry skoczków narciarskich, transmisje z zawodów Pucharu Świata nie gromadziłby przed telewizorami całych rodzin, a gdyby nie legendarna wręcz pozycja to wiele osób na esport by w ogóle nie spojrzało. Teraz natomiast żyjemy w czasach, gdy Polska stała się CS-owymi peryferiami, niezdolnymi do rywalizacji z największymi. A gdy nie ma tego dreszczyku emocji związanego z grą rodzimej ekipy wśród najlepszych, to i ekscytacja całą imprezą jest znacznie mniejsza. Kiedyś VP było w absolutnym topie, dziś powstaje od nowa, a następców nie ma. Na koniec dodam, że może to też kwestia większej świadomości. Bo kiedyś człowiek nie interesował się tym wszystkim, nie zagłębiał w tajniki sceny i nie analizował wszystkiego – po prostu siadał przed komputerem i emocjonował się kolejnymi zagraniami najlepszych zawodników świata. Tutaj wracamy więc do wieku – może to jednak starość? A może po prostu rozsądek, który nakazuje zauważyć, że hype wokół Majora był sztucznie pompowany i z upływem lat coraz bardziej widać, że turnieje Valve nie mają niczego, co odróżniałoby je w większym stopniu od DreamHack Masters czy też ESL One. Zapewne da się to jakoś zmienić, ale niedawne decyzje Valve o powiększeniu grona uczestników czy też wydłużeniu zawodów wskazują, że Gabe Newell i spółka niekoniecznie muszą zdawać sobie sprawę co dolega ich eventom. Albo gorszy scenariusz – są tego świadomi, ale niewiele z tym robią.
Lubię sobie poczytać jakiś tekst rano pobudzający. Czasem zastanawiam się, czy to dobry zwyczaj, bo tego pobudzenia może dostarczyć w nadmiarze. Portal Forsal właśnie postanowił przypomnieć swój stary tekst “Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają”. Cała litania konserwatywnych zarzutów względem “złej młodzieży i wychowania”. Przykłady dla ilustracji: “Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś. Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło.” Według statystyk rocznie 1000 osób w Polsce doznaje urazu rdzenia kręgowego, z czego 60% wypadków jest spowodowanych skokami do wody. Czyli 600 osób postanowiło nie być “pierdołami” i teraz jest przykuta do wózka lub łóżka. No, ale są “prawdziwymi facetami”. I oczywiście wszystkiemu winna poprawność polityczna: “Poprawność polityczna obowiązująca w przestrzeni publicznej przeniknęła w sfery prywatne. Rozmyły się tradycyjne role społeczne obu płci, obowiązuje uniseksualność. (…) Pomyliliśmy rozwój z absurdem, odeszliśmy od praw natury, gdzie każda płeć ma swoje uwarunkowane biologicznie i kulturowo miejsce. Doszło do tego, że w Szwecji na chłopcach wymusza się zabawę lalkami, by ich rozwój nie był zdefiniowany płcią. To sztuczne, a walka z naturą zawsze kończy się źle. ” Doszło do tego, panie dziejku, doszło do tego! A kiedyś kurła, facet był facetem. Nie mazgaił się, tylko szedł zabijać innych facetów, a babę i dzieciaki panie to paskiem potraktował i spokój był panie. A tak naprawdę chodzi o to, że autorzy takich tekstów się starzeją i chcą lęk przed tym faktem ukryć pod fantazjami starymi jak świat. Jaka ta młodzież teraz jest beznadziejna. Nie to co my za młodu. O tempora, o mores. I tak dalej, i tak dalej
kiedyś to były czasy teraz nie ma czasów